Dzień 1, 28 .04.
Naszą wycieczkę zorganizowało BPT „Arka” w Krośnie. Wyjazd nastąpił w piątkowe popołudnie 28 kwietnia. Pod opieką Pani Pilot Krystyny Kłosowskiej i 2 panów kierowców, przy bardzo zmiennej pogodzie i niskich temperaturach na zewnątrz, podróżowaliśmy przez Słowację, Węgry, Serbię, do Grecji. Mimo dalekiej trasy dopisywały nam humory i nadzieja na piękną aurę, gdyż w naszym kraju od wielu dni nie można było doczekać się prawdziwej wiosny i ciepła.

Dzień 2, 29.04.
Droga upływała bardzo dobrze. Na ostatniej granicy do przekroczenia, jaką mieliśmy przed sobą - serbsko-greckiej naszym oczom ukazuje się obrazek jak z lat 80-tych – każdy zagraniczny autokar powracający z Grecji jest dokładnie sprawdzany łącznie z bagażami osób podróżujących… Na szczęście wjazd naszego autokaru do Grecji następuje dość szybko i wkrótce też czujemy przyjemne, południowe ciepełko Wkrótce dostrzegamy zaśnieżone szczyty masywu Olimpu i godzinie 16.00 miejscowego czasu (przesunęliśmy zegarki o 1 godzinę do przodu) docieramy na Riwierę Olimpijską do hotelu Orfeas Blue Resort w Paralii. Tu, po zakwaterowaniu jemy pyszną obiadokolację, na którą składają się warzywa surowe i marynowane, grzybowa zupa-krem, kilka rodzajów mięsa, ser feta oraz tzatziki z typowego jogurtu greckiego. Wkrótce idziemy na sąsiadującą z hotelem plażę, aby powitać Morze Egejskie.

Dzień 3, 30.04.
Po obfitym i zróżnicowanym w ilości dań, śniadaniu, nasza grupa udaje się autokarem do Paralii. Na początku zaglądamy do portu, gdzie po sesji zdjęciowej wracamy do centrum miasteczka, które stanowi cerkiew i plac. Sami także wchodzimy na chwilę do środka świątyni. W Paralii spędzamy ok. 3 godziny, głównie na spacerach, zajadając się lodami i zaglądając do wielobarwnych sklepików z rozmaitościami, wśród nich oczywiście oliwa, kosmetyki produkowane na bazie roślin (oliwa, awokado, cytryna), wyroby cukiernicze (miód z orzechami lub migdałami, chałwa, baklawa, cukierki-galaretki obsypywane cukrem pudrem), wyroby ceramiczne i skórzane. Trzeba też dodać, że na każdym niemal kroku sprzedawane są ziołowe (i nie tylko) przyprawy do potraw oraz różnego typu herbaty z nieznanych w naszym kraju roślin, które mają działanie lecznicze. Grecy niezmiernie cenią sobie naturalne środki poprawiania odporności i leczenia, często sposobami domowymi… Niektórzy z naszej grupy równie chętnie zaopatrują się w suszone rośliny i zioła… W drogę powrotną do naszego hotelu ruszamy plażą, gdzie jeszcze na chwilę zatrzymujemy się przy grupie młodzieży z Bułgarii, która przy dźwiękach dud wykonuje taniec ludowy.
Po powrocie do bazy, południowe godziny spędzamy na plaży odpoczywając na leżakach lub spacerując. Mimo niewysokiej temperatury morza oraz powietrza, co odważniejsi uczestnicy wycieczki chętnie zażywali kąpieli.

Dzień 4, 1.05.
Po śniadaniu i zabraniu bagażu, w towarzystwie Pani Pilot Krystyny Kłosowskiej oraz lokalnej przewodniczki Oksany wyruszamy w kierunku Meteorów. Przez kilka godzin podróżujemy przez krainę historyczną Tesalię. W tym czasie słuchamy niesamowitych opowieści Oksany o tych terenach, bowiem naszym celem jest miejsce niezwykłe – Meteory… Zanim wjedziemy na odpowiednią wysokość, drogą specjalnie wyznaczoną dla autokarów, zatrzymujemy się na chwilę w muzeum ikon, gdzie zapoznajemy się z techniką ich pisania… Pisania – nie malowania, bowiem jak poucza z całym przekonaniem nasza przewodniczka, ikony są pisane pod wpływem Ducha Świętego, podobnie jak Pismo Święte… Jeszcze drobne zakupy i ruszamy bezpośrednio na „Meteos”. Meteos – „zawieszone między niebem a ziemią” tak właśnie nazwał te skały św. Atanazy – założyciel pierwszego z bizantyjskich klasztorów na skałach. Meteory wymagają zobaczenia ich na żywo, bowiem żadne zdjęcia nie odda niezwykłego klimatu tego miejsca. Jeszcze większe wrażenie robią bizantyjskie freski ukryte we wnętrzach klasztorów – całe ściany pokryte są doskonale zachowanymi malowidłami. Spośród kilkunastu istniejących klasztorów, można obecnie zwiedzać 2 lub 3. Nasza grupa zwiedza klasztory św. Varlama i św. Trójcy. Zachwycamy się widokami na pokryte lasami góry, wąskie przesmyki i wijące się drogi. U stóp Meteorów przycupnęła Kalambaka – miasto z ciasną zabudową, którego kolorowe dachy mienią się w słońcu, dachach. Zachęcam do odwiedzenia strony: http://www.moja-grecja.pl/meteory.php
Pełni wrażeń ruszając w kierunku Grecji Środkowej mamy w autokarze „lekcję” języka greckiego. Oksana uświadamia nam jak wiele słów, które od dawna dobrze znamy i używamy na co dzień, a często nie analizujemy, ma pochodzenie greckie… np. termos = gorący… Jedziemy właśnie do miejsca, w którym w 480 r. p.n.e. rozegrała się słynna bitwa między Grekami a Persami… Termopile („pylai” = wrota, przesmyk, zwężenie). Dziś to miejsce wygląda zupełnie inaczej, ale pozostaje fakt, że w tym właśnie gorącym od naturalnego źródła wody o temp.40 stopni, miejscu, na zwężeniu równiny nadmorskiej, w przesmyku, między górami a morzem, w pobliżu miasta Lamia, w sierpniu 480 r. p.n.e. miała miejsce walka Greków pod przywództwem Spartan, a wojskami perskimi. Bitwa ta znana była przede wszystkim z poświęcenia i waleczności 300 Spartan i ich króla Leonidasa, którzy po kilku dniach odpierania 250 tys. wojska króla perskiego Kserksesa, bohatersko zginęli.
https://www.youtube.com/watch?v=6jmpQkicKyo
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Termopilami_(480_p.n.e.)
Jeszcze chwila na wspólne zdjęcie i jedziemy dalej. Obiadokolacja i nocleg czekają na nas w hotelu „Artpythia” w Delfach. W godzinach wieczornych udajemy się na spacer wąskimi uliczkami Delf, gdzie zaglądamy do miejscowych sklepików. Knajpki i kawiarenki czekają na klientów, lecz... mało który lokal ma gości...

Dzień 5, 2.05.
Po hotelowym śniadaniu pakujemy się i wyruszamy autokarem na teren wykopalisk. Droga wynosi kilka kilometrów. Piękna pogoda i sprzyjająca temperatura sprawia, że z radością przystępujemy do zwiedzania kolejnego niezwykłego miejsca i wysłuchujemy z pasją opowiedzianej przez Oksanę, historii, o magicznym znaczeniu Delf, przepowiedniach wieszczki Pythii zasiadającej na trójnogu w swej wyroczni, kapłanach delfickich i budowanych tu świątyniach. Z najważniejszej – Apollina – zostały tylko fragmenty kolumn. Nieco lepiej zachował się Skarbiec. Idziemy umiarkowanym krokiem za naszą przewodniczką coraz wyżej i wyżej, na każdej wysokości można podziwiać majestatyczne, zielone pasma gór Parnasu schodzącego stopniowo do doliny, w której leżą Delfy. Zatrzymujemy się na robienie zdjęć antycznego teatru i stadionu, na którym odbywały się igrzyska pytyjskie cały czas słuchając naszej przewodniczki. Na koniec podchodzimy grupami do czakramu. Takich miejsc jest jeszcze 6 na świecie (w Polsce na Wawelu). Delfy to wyznaczony przez Greków naenergetyzowany „pępek” świata. Więcej o tym fascynującym miejscu:
http://www.moja-grecja.pl/delfy.php
Z Delf jedziemy do stolicy Grecji – Aten. Przed nami 2godzinna podróż, podczas której z ust Oksany płyną stare opowieści o powstaniu miasta, jego kulturze, sztuce i filozofach. Na około godz. 14.00 podobnie jak wielu turystów, przybywamy pod ateński Parlament, aby przyglądnąć się zmianie warty. Czynności te trwają około 10 minut… Marsz żołnierzy przypominający momentami kroki konia, trochę nas śmieszy, ale z drugiej strony współczujemy żołnierzom ubranym w mundury i wełniane spodnie, przebywania w ostrych promieniach słońca. Kolejno pędzimy do pobliskiej stacji ateńskiego metra, które ma już ponad 100 lat. Budowa kolei podziemnej rozpoczęła właściwe wykopaliska na terenie Aten. Na niemal każdej z 65 stacji metra utworzono muzea. Jesteśmy zaskoczeni ilością zgromadzonych tu naczyń ceramicznych, przedmiotów codziennego użytku. Można dowiedzieć się więcej klikając w poniższy link:
http://www.krajoznawcy.info.pl/ateny-metro-48851
Żal opuszczać to interesujące miejsce… Już udajemy się dalej – pod stadion olimpijski, gdzie robimy wspólne pamiątkowe zdjęcie. Potem - „Kalispera Akropolis”! Podejście pod wzgórze Akropolu wcale nas nie męczy… Po drodze przystajemy, aby popatrzeć w dół na starożytne zabytki: Odeon, teatr Dionizosa… Wchodzimy przez Propyleje – centralne wejście na wzgórze. Sporo jest zwiedzających to najsłynniejsze miejsce w Atenach… Ale nie sposób się zgubić. Poruszamy się całą grupą. Już na początku witają nas doryckie kolumny Partenonu – tu zatrzymujemy się na dłużej. „Atena Partenos”, bo tak prawidłowo nazywa się ta starożytna świątynia poświęcona była patronce miasta, Atenie. Słuchamy opowieści o jej budowie, wspaniałych mistrzach sztuki architektonicznej z Fidiaszem na czele… Kolejno podchodzimy także pod Erechtejon, którego gzyms dźwigają kariatydy. Biel kolumn greckich świątyń pięknie koresponduje z błękitem nieba. Z punktu widokowego na wzgórzu wpatrujemy się w panoramę kamiennego miasta z ciasną zabudową. Pod drugiej stronie mamy widok na Skałę św. Pawła. Po niej spacerują turyści, a kiedyś z tego miejsca nauczał przybyły do Aten w 51 r. po Chrystusie, św. Paweł. Dziś pod skałą widnieje pamiątkowa tablica z wygrawerowaną adnotacją o wizycie papieża Jana Pawła II w Atenach. Dziś to już fakt historyczny, iż w dniu 4 maja 2001 Jan Paweł II i grecki arcybiskup prawosławny Christodoulos podpisali w Atenach Wspólną Deklarację o chrześcijańskich korzeniach Europy. Schodzimy ze wzgórza jeszcze niżej i bocznymi uliczkami kierujemy się pod opieką naszej Oksany na Plakę. Plaka rozciąga się u podnóża Akropolu. Jest to jeden z najbardziej malowniczych rejonów Aten i można tu przez chwilę poczuć atmosferę XIX -wiecznego miasta, w którym krzyżowały się wpływy muzułmańskiej Turcji i prawosławnej kultury Grecji. Niezwykłego klimatu temu miejscu dodają kręte uliczki, stare domy, wśród których kryje się olbrzymia liczba knajpek, kafejek i wszechobecnych sklepów z pamiątkami. Dzięki rozwiniętej infrastrukturze turystycznej, przyjezdni odpoczywają tu po obejrzeniu archeologicznych zabytków antycznego miasta. Tu także nabywają mniej lub bardziej gustowne pamiątki, które mają im później przypominać wizytę w Atenach. Na Place mamy czas wolny na kawę, lody, zakupy pamiątek… Na końcu chwilę przed zbiórką wstępujemy do wnętrza prawosławnej katedry w centrum Plaki. Wkrótce ruszamy na obiadokolację i nocleg. Nasz hotel Attica Beach umiejscowiony jest bezpośrednio nad morzem, ale po pysznej i urozmaiconej kolacji na wieczorne kąpiele wybieramy hotelowy basen.

Dzień 6, 3.05.
Świąteczny poranek witamy wraz z budzącym się słońcem, które pięknie wstaje nad horyzontem. Po śniadaniu wyjeżdżamy na Peloponez. Na półwyspie tym leży historyczna kraina Argolida. Ale zanim nań wjedziemy, stajemy na punkcie widokowym na jednym z mostów łączących Peloponez ze stałym lądem. Pod nami Kanał Koryncki - tu łączą się morza: Jońskie i Egejskie. Kanał Koryncki to rozpadlina, którą w czasach starożytnych przeciągano statki po kamiennych płytach. Jako droga wodna funkcjonuje od II poł. XIX w. Więcej o Kanale Korynckim: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kana%C5%82_Koryncki
Następnym punktem programu jest przejazd do Epidauros, gdzie z przewodniczką Oksaną zwiedzamy starożytne centrum kultu boga Asklepiosa. Tu znajduje się muzeum archeologiczne oraz prawdziwa perła starożytnego świata - najpiękniejszy i największy na świecie zachowany teatr antyczny, o rewelacyjnej akustyce, co chętnie demonstrują przewodnicy. Brzęk monety lub szepty na scenie są słyszalne w najodleglejszych rzędach teatru. Miejsce to wykorzystywane jest po dziś dzień na spektakle operowe lub koncerty muzyki rozrywkowej. Polecam link:
http://www.moja-grecja.pl/perelki.php?str=epidauros
Z nowymi wrażeniami wracamy do autokaru czekającego na nas nieopodal teatru i ruszamy kilkanaście kilometrów na północ do Myken, gdzie wchodzimy do grobowca króla Agamemnona, potem zwiedzamy muzeum, którego jednym z najcenniejszych eksponatów jest pozłacana maska króla Agamemnona, jego miecze i korona. https://pl.wikipedia.org/wiki/Maska_Agamemnona
Wpatrujemy się w wykonane z niezwykłą precyzją i kunsztem liczne wyroby ceramiczne, biżuteryjne m.in. z bursztynu - bowiem wojska greckie w swych wędrówkach i wyprawach zbrojnych docierały także na północ Europy…
Kolejno ruszamy na cytadelę, gdzie wita nas znana z literatury… Lwia Brama…
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mykeny
Ostatnim punktem programu na bieżący i już bogaty we wspaniałe wrażenia, dzień, jest Nauplion. Greckie Napflio = Nauplion było areną walk o niepodległość i stało się pierwszą stolicą Grecji, po uzyskaniu przez nią niepodległości w 1830 roku. Dopiero kilka lat później stolicę przeniesiono do sporo mniejszych wówczas Aten. Historia Nafplio zaczyna się już w starożytności, kiedy było jednym z ważniejszych portów Argolidy. Później znaczenie miasta upadało, ważne stało się ponownie dla Bizancjum, a później dla Turcji i dla Wenecji. O tym wielowiekowym panowaniu najbardziej przypomina górująca nad całym miastem twierdza wenecka, z której rozciąga się wspaniały widok na miasto i całą zatokę. Drugim, najbardziej widocznym śladem panowania weneckiego jest twierdza na wysepce w zatoce. W Nafplio spacerujemy po centrum i uroczych, skąpanych w słońcu i kwiatach bugenwilli, uliczkach. Jest tu kilka dobrze zachowanych kościołów i cerkwi bizantyjskich, ale atmosferę miasteczka tworzą gwar restauracji i knajpek. Zabytki, kolorowe sklepiki z pamiątkami i bliskość morza sprawiają, że chciałoby się jeszcze kiedyś tu powrócić.
Z Napflio jedziemy bezpośrednio do Tolo, nadmorskiej miejscowości, gdzie mamy posiłek i 2 kolejne noclegi. Tutaj też, przy kolacji żegnamy się z naszą Oksaną, która rewelacyjnie wprowadziła nas w historię Grecji, w cudowny sposób przekazała ogromne pokłady wiedzy, jaką posiada na temat kraju, w którym od dawna mieszka i pracuje. Jesteśmy jej niezmiernie wdzięczni, żegnamy przemiłą Oksanę podziękowaniami, oklaskami i pieśnią „Sto lat”!

Dzień 7, 4.05.
Nasz hotel Soleil umiejscowiony jest w pobliżu nadmorskiej plaży. Posiada też swój basen, miłe otoczenie palm i egzotycznych kwiatów. Praktycznie cały dzień ten spędzamy na wypoczynku, kąpielach słonecznych i morskich, na pięknej, nadmorskiej, piaszczystej plaży.

Dzień 8, 5.05.
Po śniadaniu wyruszamy w kierunku Aten i Maratonu. Po drodze oglądamy w autokarze interesujący film o bitwie pod Maratonem. W dniu 12 września 490 r. p.n.e. pod Maratonem, Grecy i Persowie stoczyli bitwę zakończoną zwycięstwem Hellenów. Według legendy po zwycięskiej bitwie wysłano do Aten posłańca Filippidesa, by obwieścić zwycięstwo i ostrzec przed zbliżającą się flotą perską. Ten dotarłszy na miejsce ogłosił nowinę i padł z wycieńczenia. Wkrótce potem, również biegiem, dotarła do miasta większość ateńskiego wojska. Na pamiątkę tego wydarzenia rozgrywany jest bieg maratoński na dystansie 42,195 km. Dyscyplina ta jest obecna na nowożytnych igrzyskach olimpijskich od ich pierwszej edycji (Ateny 1896). Grekami, podczas tej bitwy i wielu innych, dowodził Militiades.
Dziś, pomnik tej bitwy wznosi się prawie niezauważalny pośród pól uprawnych… To biała kolumna w stylu jońskim. W jego pobliżu stoi maleńka, bardzo skromna cerkiewka z jeszcze skromniejszym, wręcz ubogim wnętrzem. O jej wystrój dba miejscowa ludność przynosząca tu kwiaty i obrazy swych patronów…
Maraton rokrocznie staje się punktem startowym biegów maratońskich, a współczesnymi arteriami komunikacyjnymi prowadzi stąd do Aten tzw. Droga Maratońska, co 1 km oznakowana tablicami informacyjnymi. Około siódmego kilometra, sportowcy obiegają wokół parkowo-muzealny teren Kopca Ateńczyków, czyli grób poległych w owej bitwie Greków.
Kolejne godziny upływają nam w podróży na północ Grecji – wracamy na Riwierę Olimpijską. W późnych godzinach popołudniowych przyjeżdżamy do znanego nam już hotelu Orfeas Blue Resort w Paralii. Po obiadokolacji, korzystając z dobrej pogody idziemy na plażę i pomału już zaczynamy wspominać naszą wycieczkę, która nieuchronnie zbliża się do końca…

Dzień 9, 6.05.
Po śniadaniu, pod opieką Pani Pilot Krystyny Kłosowskiej udajemy się na północ, w kierunku Salonik i kolejno granicy grecko-bułgarskiej… Saloniki, a właściwie Tesaloniki, którego nazwa pochodzi od imienia córki króla Filipa Macedońskiego, a przyrodniej siostry Aleksandra Wielkiego Macedońskiego, to drugie po Atenach największe miasto w Grecji. Jego zabudowa – nie tak ciasna jak stolicy Grecji, „schodzi” łagodnym stokiem w kierunku morza. Miasto urzeka nas swoją zielonością – liczne aleje z plantami dają chłodny cień niezbędny w słoneczne dni. W pierwszej kolejności udajemy się pod tzw. Białą Wieżę wybudowaną przez Sulejmana Wspaniałego – pozostałość po czasach tureckich, która stoi bezpośrednio na nabrzeżu. Wkrótce podchodzimy pod pomnik króla Aleksandra Macedońskiego, o którym interesujące opowieści snuje nam pani Pilot. Tu, na tle morza i pomnika robimy sobie pamiątkowe zdjęcie. Kolejno idziemy w kierunku centrum miasta, po drodze zatrzymując się na zwiedzanie pięknych wnętrz bazyliki św. Dymitriusza – patrona Salonik. Następnym miejsce warte zobaczenia to: Rotunda- Mauzoleum (obecnie kościół św. Jerzego) oraz łuk cesarza Galeriusza, niegdyś bogato zdobiony reliefami, dziś już mocno podniszczony. Więcej o zabytkach miasta https://pl.wikipedia.org/wiki/Saloniki
Saloniki zwiedzamy w średnim tempie, ale znajdujemy jeszcze chwilkę na kawę i lody w knajpce przy łuku Galeriusza. Odjeżdżamy w kierunku granicy grecko-bułgarskiej. Grecy odprawiają nas szybko, ale Bułgarzy niestety już nie… Po stronie bułgarskiej, mimo braku innych autokarów i spokoju na przejściu granicznym, musimy wypakować nasze walizki z luków bagażowych… Odprawa trwa ponad godzinę… Stoimy w gorącym słońcu i czekamy na pozwolenie przejazdu.
Wreszcie ruszamy dalej… Udajemy się w góry, w kierunku Ryły. Jest to najwyżej położone pasmo gór na Bałkanach, między Alpami a Kaukazem. Nazwa pochodzi z języka trackiego i oznacza górę pełną wody… Czujemy zmieniający się klimat, oddychamy coraz to chłodniejszy powietrzem. Wijąca się droga prowadzi coraz wyżej i wyżej… Z okien autokarów podziwiamy bujną zieleń lasów porastających Góry Riła. Większą ich część stanowi Park Narodowy…
Ale naszym celem jest nie zdobycie góry, lecz wizyta w kolejnym niezwykłym miejscu… Monastyr Rylski – to największy i najważniejszy monastyr w Bułgarii, założony w XIV wieku na miejscu pustelni Iwana z Riły. Jest on ważnym symbolem bułgarskiego oporu przeciwko tureckiej okupacji, a także symbolem odrodzenia narodowego w XVIII i XIX wieku. Ozdobą trójnawowej bazyliki są freski pokrywające dokładnie każdy centymetr ścian i olbrzymi, w panującym tu półmroku, błyszczący od złoceń, ikonostas… W 1983 monastyr został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Z nowymi wrażeniami wracamy drogą wśród gór, na autostradę…. Niestety, w naszym autokarze następuje awaria. Po kilkudziesięciu minutach od wyjazdu z Ryły, na ok. 40 km przed Sofią jesteśmy zmuszeni zatrzymać się na autostradzie. Zjeżdżamy na pobocze i oczekujemy tu na pomoc drogową… Mimo chłodnego wieczoru, młodzież zdystansowana do sytuacji daje „koncert” na wolnym powietrzu… Po przybyciu pomocy drogowej, wymiany części, ponownie ruszamy w drogę. Straciliśmy 3 godziny… Jazda do Sofii jest spokojna. W drodze przypominamy polskie przeboje, śpiewamy piosenki… Sofia zapada w sen, a my ok. godz. 23.30 docieramy do hotelu „BudaPest”, gdzie mimo bardzo późnej pory czeka na nas elegancka kolacja i wspaniałe pokoje przygotowane do nocnego wypoczynku.

Dzień 10, 7.05.
Nazajutrz, po wyśmienitym śniadaniu ruszamy na zwiedzanie Sofii. Zaczynamy od dostojnego soboru p.w. św. Aleksandra Newskiego, gdyby nie zwracający swym pięknem, ikonostas, można by pomyśleć, że znajdujemy się w pałacu… sprawiają to marmurowe wnętrza… Kolejno podchodzimy pod pomnik cara wyzwoliciela – Aleksandra II, Bibliotekę Narodową im. Cyryla i Metodego, Akademię Nauk… Sofia nie specjalnie budzi sympatię, ale z pewnością niejedna budowla zasługuję tu na uwagę. Symbolem miasta jest stojąca na Placu Wolności statua św. Zofii. Kobieta na postumencie symbolizuję wyzwoloną Bułgarię. W lewej ręce trzyma miecz, a prawą wskazuje kierunek, z którego przybył car wyzwoliciel Aleksander II. Na placu wokół pomnika znajdują się kawiarnie i restauracje. Pomału wyjeżdżamy z Sofii zwracając uwagę na domy mieszkalne i budynki użyteczności publicznej, także liczne cerkwie, synagogę, meczet… Jest godzina 12.30. Przed nami długa jazda do domu… W autokarze odpoczywamy, rozmawiamy, oglądamy filmy… Przekraczanie granicy bułgarsko-serbskiej idzie dość sprawnie. Na serbsko-węgierskiej jest już nieco gorzej – musimy wyjść z autokaru, który jest przez około pół godziny dokładnie sprawdzany. Te same czynności powtarzają się na granicy węgiersko-słowackiej ok. godz. 21-22.00.

Dzień 11, 8.05.
Dokładnie na godz. 6.00 rano przybywamy na parking obok naszej szkoły, gdzie na małych i większych podróżników czekają stęsknieni najbliżsi. Zanim się z nimi przywitaliśmy, w autokarze następują obopólne podziękowania - ze strony Organizatorów oraz ze strony uczestników - za zorganizowanie wycieczki i opiekę, pozyskanie wspaniałej przewodniczki Oksany, która zaimponowała nam niesamowitą wiedzą n.t. starożytnego świata, i umiejętnością dzielenia się nią w sposób doskonały, pasjonująco… Na długo zapadną nam w pamięć złociste plaże Morza Egejskie, wzgórza Ryły i bułgarskie cerkwie…

Liczymy na kolejne interesujące wycieczki i odkrywanie nowych miejsc na mapie Europy, do czego zachęca pisząca te słowa…

Renata Zajdel